Idealna czerwień na paznokciach: O.P.I Big Apple Red oraz O.P.I Coca-Cola Red

Kolor czerwony jest klasyką jeśli chodzi o malowanie paznokcii. Dla mnie samej jest zdecydowanie ulubionym i najczęstszym wyborem.W swojej kolekcji lakierów do paznokci mam kilka różnych odcieni czerwieni ponieważ ciągle szukałam tego jedynego, który podbije moje serce. I znalazłam - nie jeden, a dwa. Obydwa kolory lakierów, które dziś Wam pokażę szybko trafiły na listę moich ulubieńców.

Pierwsza czerwień to O.P.I Big Apple Red. Kolor ten zdobył nagrodę InStyle Best Beauty Buys i należy do klasyki kolorów O.P.I. Jest bardzo wyrazisty, żywy. Wiele osób przyrównuje go do krwistego odcienia czerwieni chociaż mi przypomina bardziej (tak jak na nazwę przystało) piękne, duże, soczyste czerwone jabłko.


Druga czerwień to O.P.I Coca-Cola Red. Na pewno spodoba się wszystkim fankom znanego na całym świecie napoju, bowiem odcień ten inspirowany jest właśnie kolorem czerwonym, który charakteryzuje Coca-Colę. Nic więcej nie można dodać - ideał!

/ zdjęcie: opinails.pl /

Jeśli szukacie idealnego czerwonego lakieru do paznokci to mam nadzieję,że chociaż trochę Wam pomogłam w wyborze i moja propozycja przypadła Wam do gustu. Chociaż muszę przyznać szczerze,że mi samej trudno jest zdecydować się, który odcień jest ładniejszy, czy Coca-cola red czy Big apple red. Wybór należy do Was. Jaka czerwień podoba Wam się bardziej? A może macie jakieś inne typy idealnej czerwieni na paznokciach?


Lip Paint, Barry M, Szminki do ust Nr 121 & 145

Barry M to popularna brytyjska marka kolorowych kosmetyków. Ja miałam jak do tej pory okazję wypróbować dwie szminki, które wybrałam z bardzo dużej gamy kolorów: Nr 121 Pillar Box Red oraz Nr 145 Punky Pink. O tej drugiej pozycji pisałam już w must have.

Nr 121 Pillar Box Red to intensywny czerwony kolor, który w zależności od światła wpada w pomarańczowe tony. Bardzo piękna choć nietypowa czerwień.

Nr 145 Punky Pink to bardzo intensywny, ale chłodny róż. Jest kolorem dosyć odważnym, ale muszę przyznać,że ma w sobie to coś co przykuwa oko.

Jak się sprawdziły u mnie szminki Barry M? Muszę przyznać,że spodziewałam się trochę lepszych efektów zwłaszcza,że szminki te nie należą do najtańszych (cena waha się w granicach 20-25złotych). Owszem są bardzo na pigmentowane i uzyskujemy intensywny kolor, ale kiepsko jest ze ścieralnością - trzeba uważać podczas jedzenia i picia ponieważ bardzo szybko można się ich pozbyć z ust podczas tych czynności. Koniecznie trzeba kontrolować ich stan w ciągu dnia ;)

Jakie są zalety szminek? Na pewno wielkim plusem będzie duża gama pięknych kolorów. Obie szminki, które mam są bardzo dobrze na pigmentowane, co daje oczywiście intensywne i żywe kolory na ustach. Szminki nie wysuszają ust. Mają kremową konsystencję, która ułatwia nakładanie. Dodatkowym atutem jest także matowe i estetyczne opakowanie, które aż cieszy oko.

Jakie są wady szminek? Na pewno ich cena i trudna dostępność. To sprawia,że skazane jesteśmy na zakup w sklepach internetowych,a niestety kolory zwykle bardzo odbiegają od tego jak szminki wyglądają w rzeczywistości i to jest bardzo duży minus. Wielkim minusem jest także duża i nierównomierna ścieralność choć same w sobie szminki podczas „nic nie robienia” utrzymują się na ustach dosyć długo.

The Body Shop, Coconut Body Butter, Kokosowe masło do ciała

Nie mogłam w końcu nie wypróbować znanych wszystkich maseł do ciała jakie proponuje The Body Shop. Czytając Wasze opinię stwierdziłam,że albo się je kocha, albo nienawidzi. 

Zacznę od wielkiego atutu jakim z pewnością jest fakt,że czystą przyjemnością jest samo wejście do sklepu stacjonarnego The Body Shop. Zawsze pięknie w nim pachnie, zawsze wszystko jest pięknie poukładane, a same kosmetyki mają proste, estetyczne i miłe dla oka opakowania. Plusem jest także to,że można bardzo łatwo wydobyć resztki maseł z opakowania dzięki ich kształtowi. 
Bardzo ważną kwestią jest również fakt,że kosmetyki nie są testowane na zwierzętach. Posiadają certyfikat Cruelty-free international.

Skład? Muszę przyznać,że spodziewałam się tego,że będzie on wyglądać znacznie lepiej. Chociaż dwa najważniejsze składniki aktywne (masło shea i masło kokosowe) są wysoko w składzie to niestety reszta pozostawia wiele do życzenia. Znajdziemy w składzie parabeny, które mogą podrażniać wrażliwą skórę, ale także emolienty, które z kolei pozostawiają tłusty film i są komedogenne. 
Aqua (Water) (Solvent/Diluent), Caprylic/Capric Triglyceride (Emollient), Cyclomethicone (Emollient), Butyrospermum parkii (Shea Butter) (Emollient), Glycerin (Humectant), Theobroma cacao (Cocoa Butter) (Emollient), Glyceryl Stearate (Emulsifier), PEG-100 Stearate (Surfactant), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Lanolin Alcohol (Stabiliser/Emollient), Phenoxyethanol (Preservative), Parfum (Fragrance), Methylparaben (Preservative), Propylparaben (Preservative), Xanthan Gum (Viscosity Modifier), Benzyl Alcohol (Preservative), Disodium EDTA (Chelating Agent), Benzyl Benzoate (Solvent), Coumarin (Fragrance Ingredient), Butylphenyl Methylpropional (Fragrance Ingredient), Sodium Hydroxide (pH Adjuster), Caramel (Colour). 

Zapach? Wśród wszystkich maseł TBS zdecydowałam się na kokosowe ze względu na to,że lubię kokosowy zapach. Jednak bardzo rozczarowałam się nim - zapach jest mocny, intensywny i nie przypomina w ogóle słodkości jaką możemy zwykle wyczuć w kokosowych kosmetykach. Co gorsza zapach ten utrzymuje się długo na ciele i pozostaje na ubraniach.

Efekty? Aplikowanie masła zdecydowanie należy do przyjemności - konsystencja jest zbita i gęsta, łatwo się rozprowadza, a sam produkt bardzo szybko się wchłania. Niestety pozostawia lekki film, który powoduje uczucie dyskomfortu. Wpływa na to fakt,że w składzie znajdują się emolienty i to na wysokich pozycjach. Po aplikacji efekt nawilżenia jest bardzo delikatny i bardzo krótkotrwały, który nie spełnia moich oczekiwań. Masło głównie natłuszcza i wygładza skórę. Myślę,że nie poradzi sobie z bardzo przesuszoną  i wymagającą skórą. 

Podsumowując. Mało plusów, dużo minusów. Masło jest drogie, a za tą cenę oczekiwałam lepszego efektu. Tak więc nie do końca jestem przekonana do maseł TBS. Na pewno nie urzekły mnie, a już z pewnością nie skuszę się więcej na kokosową wersję.